3 Fleurs

Już pierwsze nuty zapachu odkrywają cały bukiet zawarty w 3 Fleurs, to trójka szyprowych asasynów, którzy obezwładniają swym zapachem niczego nie spodziewającą się ofiarę.Ich tożsamość chyba dla nikogo nie powinna być zagadką, bo jakieś inne kwiaty mają tak silny charakter jak nie właśnie róża, jaśmin i tuberoza? Niestety, dla mnie to kombinacja iście zabójcza, skąd też opis zapachu ograniczę do minimum. Więcej

Pur Désir de Lilas

Jest to zapach bzu – owszem, silny i intensywny, lecz tak nie pachnie bez zerwany prosto z krzaka, tak pachnie bez w toaletowym odświeżaczu powietrza…

Ohydne.

Więcej

London

Dość nietypowy w pierwszym odczuciu. Zapach bliżej nieokreślonego owocu, całkiem przyjemny, delikatny, umiarkowanie słodki i zabarwiony kwiatami.

Więcej

Status

Amarantine Penhaligon’s

Uderza mocno pudrową nutą niczym kwiatowa zasypka dla niemowląt. Frezja jest tu  całkowicie zamaskowana i swój zniewalający aromat odkrywa w zupełnie nowej odsłonie. Wyraźnie czuć także jaśmin i różę, która łagodzi i ugrzecznia kompozycję. Najsilniejszym zapachem jest tu jednak tonka – główny sprawdza „zasypkowej” nuty.

Schodząc ze skóry, Amarantine pozostawia lekko słodki, kwiatowy zapach.

Więcej

Status

Polowanie na motyle

Opowiem dziś historię, której korzenie sięgają kilku lat wstecz, kiedy to po raz pierwszy usłyszałam o perfumach marki l’Artisan. Chasse aux papillons urzekło mnie nazwą, opisem i zawartymi w sobie nutami, dlatego od razu zapragnęłam je mieć. Przestestować, poznać – oczywiście, ale przede wszystkim po prostu je mieć. Bezskutecznie polując na niego przez kolejne lata, czytałam wiele recenzji, zawsze puszczając mimo uszu te złe i zachwycając się tymi dobrymi. Pomimo jednak tej powierzchownej miłości czułam, że nasz „pierwszy raz” może mnie zawieść, chociażby przez to, że tak wiele po nim oczekiwałam. I kiedy w końcu przyszło mi go poznać…

La Chasse aux papillons to dzieło Anne Flipo, powstałe w 1999 roku, to właśnie od niego zaczęła się jej kariera w pracowni l’Artisan. Zapach ma być – jak wskazuje jego nazwa, olfaktorycznym zapisem łapania motyli w ciepły, słoneczny dzień na bogato zdobionej kwiatami łące. Czyż nie brzmi to jak bajka?

Więcej

Oha

Mając wciąż w głowie bolesne przeżycia związane z Julią Teo Cabotine, kiedy doczytałam, że Oha jest z gatunku perfum szyprowych ogarnęło mnie przerażenie. Zapach powstał w 2005 za sprawą tego samego perfumiarza, czyli Jean-François Latty. Jest to zapach proponowany na wieczór dla kobiet „z prawdziwą osobowością” – brzmi to jak zapowiedź prawdziwego szyprowego killera, na szczęście  tym opisie nie ma zbyt wiele prawdy.

Otwarcie jest mocno kwiatowe, ale stonowane. Czuć konfiturową różę zatopioną w pudrowej wanilii, jaśmin otoczony tonką, beramotkę – trochę zbyt dużo nut pojawia się na raz, tworzą razem nieznośny dysonans, przypominający aromat wielu perfum pomieszanych ze sobą. Składniki walczą o palmę pierwszeństwa, a polem walki jest – niestety – mój zmysł powonienia.

Więcej

Julia

Perfumy te stworzył w 2005 roku Jean-François Latty. W zamierzeniu miał być to zapach dla kobiety romantycznej, delikatnej i subtelnej – stąd też wybór padł na lekką owocowo-kwiatową kompozycję. Przeznaczona jest dla kobiet w każdym wieku, na każdą porę roku i każdą okazję… Aż się chce zacytować starą reklamę proszku do prania: Jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego.

Pierwsze wrażenie jest jak uderzenie w głowę szyprowym młotkiem – boli, boli bardzo mocno. Kiedy już ocknęłam się na tyle, aby spróbować ponownie zanurzyć się w nadgarstek poczułam, że leci ku mnie drugi cios. Bolesna, nieznośna nuta brudnej skóry serwowana przez jaśmin, którą próbują maskować owoce zawarte w szczytowej części zapachu.

Więcej

Previous Older Entries